wtorek, 29 listopada 2016

Wspomnienie o Henryku Lehnercie





To była momentalna decyzja, kiedy po południu 25.11. br. przeglądając lokalną gazetę Głos Ziemi Oświęcimskiej, w spisie wydarzeń w OCK, znalazłem fotografię Henryka Lehnerta i program wspomnieniowy o nim w 10 rocznicę śmierci. Jak zobaczyłem datę i czas wydarzenia, okazało się, że odbędzie się za godzinę. Decyzja była momentalna, że zaraz idę.













Henryk Lehnert był znaną postacią w Oświęcimiu, a wyjątkową dlatego, że działał w czymś wybitnie unikalnym, co szybko zostało wyparte w latach '90-tych inną technologią. Można go nazwać, ostatnim Mohikaninem, działającym na amatorskiej taśmie filmowej. Z panem Henrykiem przyszło mi się poznać bezpośrednio w roku 1989, choć o nim słyszałem wcześniej. Również zajmowałem się tym samym co on, na przestrzeni kilku lat. Głównie z tego powodu, że kamery wideo były kosztowną sprawą. W poszukiwaniu składnika T 22 na wywoływacz barwny, który mi się już wyczerpał, zaglądnąłem do AKF. Niestety nie mieli tego składnika, bo kolorową obróbkę taśm zlecali w usłudze. Miałem za to okazję poznać pana Henryka i porozmawiać na tematy znane nam obydwu. Umówiłem się z nim na kolejny raz, by pokazać w AKF moją technikę synchronizmu projektora, tonem pilotującym, z drugiej ścieżki magnetofonu szpulowego. Miałem wtedy też ekstra filmik kolorowy na materiale ORWO, pt. II Mały Maraton Tańca - Klub Promyk 1987r. Był to reportaż z przebiegu całości imprezy, aż do wyłonienia zwycięzców nad ranem. Film formatu Super-8. Czas 20 min z dźwiękiem 100%. Technika synchronizowania, z zapisem tonu pilotującego, generowanego przez kamerę. Potem miałem przyjemność spotykać go przypadkowo na mieście i móc dzielić się własnymi tematami filmowymi, nad którymi odrębnie pracowaliśmy.















Sala spotkania zawierała rekwizyty, nawiązujące do jego osoby i pionierskich filmów. Była drabina stojąca przy ścianie z towarzyszącą czerwoną plamą, z kultowego filmu Malarz. Potem ławeczka i porozstawiane buty, bo to z filmu Randez-vouz. Nie widziałem wcześniej tego filmu. To opowiadanie za pomocą butów, o przemijaniu pokoleń. Film miał ładną muzykę w tle.
Na spotkaniu, ludzie znający go i uczestnicy AKF, opowiadali swoje wspomnienia, siedząc na ławeczce rekwizycie.
Spotkanie prowadziła dyrektorka OCK, a po projekcji filmów; Randez-vouz, Malarz, Rywale, Przygody myśliwego Walka, oraz filmu reportażu o panu Henryku, na zakończenie spotkania, uczestnicy mieli okazję otrzymać książkę, o działalności filmowej pana Henryka, wydaną przez OCK w 2006 roku.
Autor: Mirosław Tokarz
Tytuł: Kamerą i Pasją
Czytając książkę, dowiedziałem się więcej szczegółów z życia pana Henryka, których nie znałem, a szczególnie to, jak wiele pasji jeszcze realizował, oprócz tej o której wiadomo. Książka zawiera na końcu wykaz filmów, które pan Henryk zrealizował, wraz z członkami AKF, oraz wykaz nagród zdobytych na przeróżnych konkursach filmowych w kraju i za granicą. A największą niespodzianką była dla mnie płyta wklejona na tylną okładkę książki, z sześcioma filmami, bo zauważyłem ją dopiero, po przeczytaniu książki.

Książka napisana jest w formie wywiadu z Panem Henrykiem. Dowiedziałem się z niej, że technika animacji filmowych jaką pan Henryk stosował, wynikła z wady kamery, która w trybie pracy poklatkowej, zaświetlała kadr na rogu. Więc z potrzeby szybszego dokonywania poklatkowych zdjęć, by nie zachodziło zaświetlanie, pracę rwanej animacji, pan Henryk przerzucił na aktorów. Tak doszło do zrodzenia pomysłu, który był oryginalny, ale jednak wymagający mozołu od wszystkich na planie. Nazywano to w światku filmowym Szkołą Lehnerta, albo techniką zdjęć rwanych. Miałem też sposobność porozmawiania z aktorem filmu Malarz, od którego dowiedziałem się, że film ten miał wiele wersji. Nie tylko z powodu cenzury, gdzie czerwień rozlewająca się na cały kadr przemawiała grypsem, ale też z prozaicznych powodów, że w technice odwracalnej (pozytywowej), jaką AKF używał i z potrzeb zgłaszania filmu na różne konkursy, film Malarz doczekał się więcej egzemplarzy niż jeden.



Ryszard Milowski











Fot. Ryszard Milowski




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz