Nad Ziemią
Dotknięcie Ziemi
Pakowanie spadochronu
W
niektórych okresach letnich lat '60-tych, obszerne niezabudowane
tereny łąk, na południe od ulicy Zaborskiej, były miejscem
wojskowych ćwiczeń spadochroniarskich. Opływowy balon w ciemno
szarym kolorze, napełniony helem, zakotwiczony był na mobilnym
sprzęcie z wciągarką. Do kosza balonu, wchodziło jak pamiętam
około 5-ciu lub 6-ciu skoczków. Podczas kolejnych wyskoków z
kosza, spadochron od razu był wywlekany z plecaka taśmą, umocowaną
do kosza balonu. Ćwiczenia odbywały się nieustannie za dnia.
Komandosów można było spotykać na mieście w umundurowaniu i
czasem z karabinkami maszynowymi dla dekoracji. Np. jadących
autobusem miejskim. Jako dzieci, oglądaliśmy momenty wyskoku z
balonu za pomocą lornetki. Pamiętam też podwórkowe dziecięce
akcje z biegiem na łąki, gdy podchodził do lądowania samolot
dwupłatowy lub szybowiec, bo atrakcją było oglądanie takich
rzeczy. To były pierwsze moje obserwacje samolotów z bliska.
Pamiętam też zdziwienie, gdy zobaczyłem, że skrzydło dwupłatowca
powleczone jest zaledwie lakierowanym płótnem.
Teren
lądowania skoczków był obszerny, bo i rozrzut lądowania spory.
Podczas ćwiczeń skoków, pomyślałem, aby sfotografować skoczka w
locie nad Ziemią. Start to aparat z obiektywem 75 mm. Wymaga
bliższego podejścia pod obiekt. W czasie zbliżania się do miejsca
ich lądowań, natknąłem się na dwóch komandosów szeregowców
wypoczywających na łące. Zainteresowali się moim aparatem,
przywołali do siebie i pytali po co robię zdjęcia. Powiedziałem
im, że będą potrzebne potomnym do internetu w 2016 roku. Ale gdy
powiedzieli, abym pokazał im aparat, domyśliłem się, że są tak
samo ciekawi obejrzenia mojego aparatu, jak ja ciekawy zobaczyć
skoczka z bliska. Przy oglądaniu lądujących spadochroniarzy, nie
byłem osamotniony. Takich ciekawskich jak ja było wielu. Jak widać
na zdjęciu, spontanicznie garneli się nawet do pomocy żołnierzom
w pakowaniu spadochronu po skoku. Takie to były dobre usłużne
dzieci lat '60-tych.
Na
horyzoncie w oddali, widoczny rozpoznawalny budynek straży
miejskiej, na ulicy Zaborskiej i wieża kościoła. To nie przypadek,
że dwaj chłopcy są w pilotkach. To były kultowe czapeczki w
tamtym czasie.
R.M.



Wszystko się zgadza. Ja również biegałem na łąki oglądać skoki. Jako, że mieszkałem wtedy w mieście, było blisko. Dla nas "miastowych" chłopaków dodatkową atrakcja były "strzelaniny" w wykonaniu ćwiczących komandosów. Zaczynali za mostem żelaznym (kolejowym) i przesuwali się w stronę placu ćwiczeń na wysokości muzeum. My posuwaliśmy się za nimi i zbieraliśmy łuski ze ślepaków. Natomiast sam plac ćwiczeń znajdujący sie nad Sołą, jest pokazany w filmie "Czerwone berety" (1962).
OdpowiedzUsuńja w latach1966-67 ganialem po tym terenie mam nawet jeden skok z balonu
OdpowiedzUsuńEch ...
OdpowiedzUsuńTeż miałem taką pilotke od ojca :-)))