sobota, 21 maja 2016

Łąki w Oświęcimiu - Ćwiczenia komandosów.






  
Nad Ziemią






  
Dotknięcie Ziemi







Pakowanie spadochronu






    W niektórych okresach letnich lat '60-tych, obszerne niezabudowane tereny łąk, na południe od ulicy Zaborskiej, były miejscem wojskowych ćwiczeń spadochroniarskich. Opływowy balon w ciemno szarym kolorze, napełniony helem, zakotwiczony był na mobilnym sprzęcie z wciągarką. Do kosza balonu, wchodziło jak pamiętam około 5-ciu lub 6-ciu skoczków. Podczas kolejnych wyskoków z kosza, spadochron od razu był wywlekany z plecaka taśmą, umocowaną do kosza balonu. Ćwiczenia odbywały się nieustannie za dnia. Komandosów można było spotykać na mieście w umundurowaniu i czasem z karabinkami maszynowymi dla dekoracji. Np. jadących autobusem miejskim. Jako dzieci, oglądaliśmy momenty wyskoku z balonu za pomocą lornetki. Pamiętam też podwórkowe dziecięce akcje z biegiem na łąki, gdy podchodził do lądowania samolot dwupłatowy lub szybowiec, bo atrakcją było oglądanie takich rzeczy. To były pierwsze moje obserwacje samolotów z bliska. Pamiętam też zdziwienie, gdy zobaczyłem, że skrzydło dwupłatowca powleczone jest zaledwie lakierowanym płótnem.

Teren lądowania skoczków był obszerny, bo i rozrzut lądowania spory. Podczas ćwiczeń skoków, pomyślałem, aby sfotografować skoczka w locie nad Ziemią. Start to aparat z obiektywem 75 mm. Wymaga bliższego podejścia pod obiekt. W czasie zbliżania się do miejsca ich lądowań, natknąłem się na dwóch komandosów szeregowców wypoczywających na łące. Zainteresowali się moim aparatem, przywołali do siebie i pytali po co robię zdjęcia. Powiedziałem im, że będą potrzebne potomnym do internetu w 2016 roku. Ale gdy powiedzieli, abym pokazał im aparat, domyśliłem się, że są tak samo ciekawi obejrzenia mojego aparatu, jak ja ciekawy zobaczyć skoczka z bliska. Przy oglądaniu lądujących spadochroniarzy, nie byłem osamotniony. Takich ciekawskich jak ja było wielu. Jak widać na zdjęciu, spontanicznie garneli się nawet do pomocy żołnierzom w pakowaniu spadochronu po skoku. Takie to były dobre usłużne dzieci lat '60-tych.

Na horyzoncie w oddali, widoczny rozpoznawalny budynek straży miejskiej, na ulicy Zaborskiej i wieża kościoła. To nie przypadek, że dwaj chłopcy są w pilotkach. To były kultowe czapeczki w tamtym czasie.

R.M.









3 komentarze:

  1. Wszystko się zgadza. Ja również biegałem na łąki oglądać skoki. Jako, że mieszkałem wtedy w mieście, było blisko. Dla nas "miastowych" chłopaków dodatkową atrakcja były "strzelaniny" w wykonaniu ćwiczących komandosów. Zaczynali za mostem żelaznym (kolejowym) i przesuwali się w stronę placu ćwiczeń na wysokości muzeum. My posuwaliśmy się za nimi i zbieraliśmy łuski ze ślepaków. Natomiast sam plac ćwiczeń znajdujący sie nad Sołą, jest pokazany w filmie "Czerwone berety" (1962).

    OdpowiedzUsuń
  2. ja w latach1966-67 ganialem po tym terenie mam nawet jeden skok z balonu

    OdpowiedzUsuń
  3. Ech ...
    Też miałem taką pilotke od ojca :-)))

    OdpowiedzUsuń